Boże spoglądanie w dół jest czymś więcej, niż spojrzeniem z wysoka.
Spoglądanie Boga jest działaniem. To, że widzi mnie On, że na mnie patrzy, przemienia mnie i świat wokół mnie. Tak więc w Psalmie mówi się zaraz potem: "Podnosi z prochu nędzarza...". Swoim spoglądaniem w dół podnosi mnie On, życzliwie bierze mnie za rękę i pomaga mi wychodzić - właśnie mnie - z dołu ku górze. Bóg się pochyla. To słowo jest słowem proroczym. W betlejemską noc przyjęło znaczenie całkiem nowe. Pochylanie się Boga nabrało niesłychanego i wczesśniej niewyobrażalnego realizmu. Pochyla się - schodzi, właśnie On, jako dziecko aż do nędzy stajni, symbolu wszelkiego ludzkiego niedostatku i opuszczenia. Bóg rzeczywiście schodzi, Staje się dzieckiem i wchodzi w sytuację zupełnej zależności od drugich, która jest właściwa istocie ludzkiej dopiero co narodzonej.Stwórca, który ma wszystko w swoich rękach, od którego my wszyscy zależymy, staje się małym i potrzebującym ludzkiej miłości. Bóg jest w stajni.
W starym testamencie świątynia uważana była niemal za podnóżek stóp Boga, zaś święta arka za miejsce, na którym On - w tajemniczy sposób - był obecny wśród ludzi. Wiedziano więc, że ponad świątynią - niewidoczny - wznosił się obłok Bożej chwały. Teraz wznosi się on nad stajenką. Bóg jest w obłoku nędzy dziecka bez schronienia. Jakiż to obłok nieprzenikniony, ale jednak - obłok chwały! W jaki bowiem inny sposób jego ogromną miłość do człowieka, jego zatroskanie o niego mogłyby się ujawnić jako większe i czystsze? Obłok ukrycia, ubóstwa dziecka całkowicie potrzebującego miłości jest równocześnie obłokiem chwały. Bo nic nie może być wznioślejsze, większe od miłości, która w ten sposób pochyla się, schodzi, staje się zależna. Chwała prawdziwego Boga staje się widzialna, kiedy otwiera się oczy naszego serca przed betlejemską stajnią.
Średniowieczny teolog Wilhelm z klasztoru św. Teodoryka powiedział kiedyś: Bóg - począwszy od Adama - widział, że Jego wielkość budziła w człowieku opór, że człowiek czuje się ograniczony w bycie samym sobą i zagrożony w swej wolności. Bóg zatem wybrał nową drogę. Stał się Dzieckiem. Stał się zależnym i słabym, potrzebującym naszej miłości.
Teraz - mówi nam ten Bóg, który stał się Dzieckiem - nie możecie już bać się Mnie, teraz już możecie mnie tylko kochać.